Jak wygląda egzamin na architekturę?

Jeżeli zastanawiacie się jak wyglada egzamin na architekturę na Politechnice Warszawskiej to koniecznie przeczytajcie ten post!

Żeby opowiedzieć Wam dokładnie jak ten egzamin wygląda to odpowiem na wcześniej przygotowaną przeze mnie listę pytań. Zaznaczę tylko, że na każdej uczelni wszystko wygląda inaczej, ja jak narazie byłam tylko na Politechnice Warszawskiej więc opisze Wam właśnie jak to u nich wygląda.

1. Z czego składa się ten egzamin?

Jest to egzamin z rysunku oczywiście, i składa się on z dwóch prac. Ciężko powiedzieć jaka jest tematyka tych testów, bo co roku Politechnika Warszawska lubi zaskakiwać i daję zawsze coś nowego. Często pojawia się temat, który ma sprawdzić jak kandydat myśli i czy zna choć trochę zasady geometrii przestrzennej. Rzadko kiedy patrzą na to czy to jest “ładny rysunek”, liczy się pomysł.

2. Ile trwa egzamin i kiedy się odbywa?

Co roku na początku czerwca, na pierwszy rysunek mamy dokładnie 90 min następnie jest przerwa i później kolejny rysunek, na który jest tyle samo czasu co na pierwszy.

3. Jak się ubrać?

To nie matura, że trzeba być na galowo. Najlepiej założyć coś wygodnego, nic sztywnego, żeby nie krępowało naszych ruchów. Przeważnie o tej porze jest bardzo ciepło, więc nie ma co się stroić. Strój nie podlega absolutnie ocenie.

4. Czy trzeba przynieść swoje materiały?

Nie, wszystko co jest ci potrzebne dostaniesz. Można mieć swoją deskę, ale należy przed tem oddać ją do sprawdzenia czy nie jest popisana.

5. Ile przeważnie jest kandydujących?

Bardzo dużo, a miejsc malutko. W tym roku było 564 osoby, a miejsc tylko 75. Same te liczby wskazują, że ciężko się dostać. Co roku zawsze jest coś koło 600 osób.

6. Można mieć przy sobie telefon?

Nie, trzeba go odłożyć do koszyczka, jeżeli ktoś z komisji zobaczy u kogoś telefon podczas egzaminu, automatycznie zostaje wyproszony i zostaje on zdyskwalifikowany. 

7. Co należy zdobić przed egzaminem?

No przed wszystkim zalogować się w systemie, wypełnić wszystkie tabele, a następnie wydrukować kartę wstępu na test z rysunku.

8. Czy egzamin jest stresujący?

Osobiście dla nie był, może dlatego że już z góry myślałam że się nie dostanę i nie przejmowałam się za bardzo. Jest cisza, słychać tylko dźwięki rysowania, a jak dla mnie to bardzo przyjemna melodia więc siedziałam spokojna i sobie rysowałam. Pamiętacie, żeby rano coś zjeść bo jednak trochę to wszystko trwa.

9. Skoro jest tyle osób, długo się czeka w kolejce?

W tym roku wyjątkowo nie, słyszałam zawsze że stało się z godzinę albo dwie, a ja czekałam może 20 minut. Nie wiem czy miałam farta, ale wydaje mi się że nie. W tym roku chyba opracowali skuteczny system.

10. Jakie materiały są dostępne?

Wydaje mi się że zawsze jest to praca ołówkowa (+jakieś modelarskie prace). Ja miałam dostępny jeden ołówek HB, zwykłą gumkę do ścierania, temperówkę i oczywiście kartka B2.

11. Na ile punktów jest rysunek?

Jeden rysunek jest na 100 punktów co daje nam 200 punktów za oba.

12. Ile trzeba mieć punktów, że dostać się do drugiego etapu?

Dokładnie 60.

13. Czym jest drugi etap?

Liczenie punktów z matur, głównie matematyka i angielski oraz dodatkowe przedmioty.

14. Czy warto iść na kurs z rysunku przed egzaminem?

Wydaje mi się że nie ma po co iść na ten egzamin jeżeli ktoś nie rysował regularnie. Trzeba mieć wyćwiczoną rękę, bo jednak 90 min na B2 to nie jest szalenie dużo, a jednak trzeba coś narysować. Fakt faktem czasami dostają się osoby totalnie na farcie, które nie miały nic wspólnego z rysunkiem ale pamiętajcie że później nawet jak się dostaniecie musicie utrzymać się na tych studiach, a rysunek jest bardzo ważny.

Jedyne co pozostało to nadzieja, że wyniki nie będą aż takie złe. Mimo, że byłam przekonana że nie przejdę przez ten etap dostałam się. Jestem 127 na liście, dostała się połowa uczestników, a teraz czekamy na wyniki z matur które zadecydują kto dostanie się na te 75 miejsc. Trzymajcie za mnie kciuki, ale czuje że ta matura mnie tylko pogrąży.

Podsumowania Matur 2019

PODSUMOWANIE MATUR 2019

Długo czekałam, żeby napisać ten post. Stwierdziłam, że zacznę go pisać dopiero wtedy kiedy będę już po wszystkich egzaminach. Ciężko powiedzieć od czego zacząć, więc może przypomnę z jakich przedmiotów zdawałam, bo wiem że nie wszyscy mnie obserwują od początku. Nie porywałam się na wiele, bo zdawałam tylko dwa rozszerzenia: angielski i matematykę. W wrześniu stwierdziłam, że lepiej przygotować się bardzo dobrze do tych dwóch przedmiotów i zdać je na zadawalający wynik, niż wpisać sobie całą listę rozszerzeń i zadać je słabo.

Zacznę chronologicznie czyli od języka polskiego podstawowego pisemnego.

POLSKI  PODSTAWA (6 MAJ): Poszło mi to tragicznie. Nie uważam, że przesadzam serio pisałam to w jakimś amoku. Część testowa pierwsza nie była bardzo trudna, aczkolwiek pewnie zrobiłam tam sporo błędów, ale jeżeli chodzi o sam tekst to był przyjemny. Niestety drugi już taki nie był, nie wspominam już o teście do niego. Pytania były zawiłe jak dla mnie i niezrozumiałe, czułam się jak dziecko we mgle. Prawda jest taka, że te testy nigdy mi nie szły dobrze, ratowałam się zawsze rozprawką. Pomyślałam, że i tym razem tak będzie. Nie wiem dlaczego ale byłam pewna, że nie dadzą „Dziadów”(żadnej z części). Ten super dramat jest pierwszy na liście nielubianych książek, totalnie tego nie rozumiem. Wracając do rozprawki, temat nie był bardzo trudny, ten fragment chyba też nie, problem pojawił się wtedy kiedy musiałam odwołać się do całości utworu. Mam wrażenie, że napisałam tam totalne głupoty. Jako trzeci argument wybrałam sobie „Ocalony” Tadeusza Różewicza. Generalnie w swojej pracy skupiłam się na przedstawieniu wolności fizycznej i mentalnej. Jeżeli miałabym szacować swój wynik to powiedziałabym, że będę miała około  40%.

MATEMATYKA PODSTAWA (7 MAJ): Czekałam na ten dzień, w poniedziałek po tej porażce powiedziałam sobie, że we wtorek poprawie sobie humor. Tak też się stało, bo arkusz był bardzo przyjemny. Robiłam te zadania z uśmiechem na twarzy. Niestety zdarzyło mi się popełnić kilka błędów, ale myślę że coś w okolicach 90% będę miała.

ANGIELSKI PODSTAWA I ROZSZERZENIE (8 MAJ): Akurat trafiło w moje 20-ste urodziny. Podstawa była w porządku, ale rozszerzenie totalnie zawaliłam. W sumie jak mam być szczera to nie uczyłam się zbyt wiele, można powiedzieć że wcale. Niestety nie jestem najlepsza z gramatyki, w domu do tego nie usiadłam, a w szkole to miałam wrażenie że lepiej ogarniam ten język od mojej nauczycielki, więc lekcje też mi nic nie dawały. Podejrzewam, że z podstawy będę miała około 80%, a z rozszerzenia około 40%.

MATEMATYKA ROZSZERZENIE (9 MAJ): Na ten dzień też długo czkałam. Jak dostałam arkusz to pomyślałam sobie, że nie jest taki trudny. Nie zrobiłam dwóch zadań, ale generalnie jak wyszłam to czułam że mi super poszło. Później była mała załamka bo zrobiłam kilka głupich błędów. Mam nadzieję, że ktoś dobroduszny dostanie moją pracę i nie utnie mi dużo punktów. W głębi duszy liczę na jakieś 70%.

ANGIELSKI USTNY (10 MAJ): Dzień przed minął mi bezstresowo, ale jak byłam już przed salą i jak widziała osoby które wychodziły i całe się trzęsą to zaczęła ogarniać mnie panika. Panie z komisji były bardzo miłe, więc moje zdenerwowanie trochę opadło. Jak wyszłam to nie byłam pewna czy oby na pewno dobrze zrozumiałam pytania, bo niektóre faktycznie były zawiłe. Później już tylko było czekanie na wyniki, wiedziałam że zdam ale na pewno nie na 100%. Byłam mile zaskoczona bo właśnie taki wynik otrzymałam. Fakt faktem jest komunikatywna, bo rozmawiam codziennie w tym języku, wydaje mi się że tylko dzięki temu dostałam taki wynik, a nie inny.

POLSKI USTNY (17 MAJ): Bałam się tego egzaminu najbardziej. Na samą myśl było mi niedobrze. Miałam cały tydzień przerwy, niby coś tam sobie powtarzałam czytałam notatki z zeszytów, ale nic więcej. Tuż przed samym egzaminem myślałam, że się zwymiotuję, serio było tragicznie. Jak wylosowałam numerek tematu i było to „1111”, to powiedziałam do pani z komisji: „Może będzie jakiś fartowny temat”. Jak usiadałam na końcu sali i ta pani niosła mi ten temat czytając go to jej wyraz twarzy mógł jedynie wskazywać, że temat jest trudny. Oczywiście tak też było, bo temat brzmiał następująco: „ Jak autorzy przedstawiają melodyjność i muzyczność w swoich utworach(…)”. Ręce zaczęły mi się trząść, nie mogłam utrzymać długopisu w ręku. Siedząc tam wiedziałam, że muszę coś powiedzieć. Coś tam powiedziałam, mówiłam w miarę ciągle i na temat. Na pytaniach nie wypadłam raczej dobrze. Jak wyszłam to pomyślałam sobie, że mogę nie zdać bo poszło mi fatalnie. Okazało się że miałam najwięcej punktów z moje grupy 28 (czyli 70%). Wynik mógł być wyższy, wiadomo ale patrząc na to jak trudny miałam temat to się bardzo cieszę. Teraz jak sobie o tym myślę to mogę stwierdzić, że miałam ogromną determinacje w sobie, nie wiem czy byłabym w stanie to powtórzyć.

Generalnie patrząc na ten cały stres, który przeżyłam przez ostatnie dwa tygodnie to mogę powiedzieć że bardzo się cieszę z faktu skończenia tej katorgi. Kiedy mówią ci, żebyś się nie stresować to to nie pomaga, a raczej pogarsza sytuacje. Niby to tylko test, ale jak dużo od niego zależy. Jestem ciekawa czy trafnie strzeliłam się z moimi przypuszczeniami co do wyniku.

“Zakochaj się Julio“ – Moja opinia

 Ostatnio miałam ochotę przeczytać jakąś świąteczną książkę, nie zależało mi na żadnej konkretnej. Przeważnie kupowałam książki w empiku, więc bez zastanowienia udałam się właśnie tam. Po pięciu minutach jedyne na co miałam ochotę to udać się w kierunku wyjścia. Sklep był tak zatłoczony, że nie dało się w nim oddychać. Nie byłam w stanie wziąć do ręki książki i obejrzenia jej bez przepychania mnie i wchodzenia na mnie przez inne osoby. Po wyjściu w końcu mogłam wziąć głęboki oddech, postanowiłam poszukać kolejnego sklepu z książkami. Z tego względu, że byłam w dużym centrum handlowym moje zadnie nie było wcale trudne. Udałam się do pierwszej księgarni jaką napotkałam, był to sklep o nazwie “Mole mole”. Byłam tam co prawda pierwszy raz ale odrazu mi się spodobało, sklep był dość mały ale dobrze rozplanowany, osób w środku mało i tylko cisza i spokój. Wybierając książki spędzam sporo czasu w księgarni, lubię po prostu oglądać okładki i czytać opisy, a każda kolejna książka którą biorę do ręki wydaje mi się co raz bardziej interesująca.

 Nie lubię zatłoczonych miejsc, wydaje mi się że w księgarniach powinno się zwracać większą uwagę na to czy jest wystarczająco miejsca pomiędzy regałami,  tak żeby każdy mógł swobodnie przeglądać literaturę. Nie wiem, może to tylko moje spostrzeżenia.

 Kupiłam trzy książki ale dzisiaj chciałabym przedstawić Wam tylko jedną.

 

“Zakochaj się Julio” Natalia Sońska 

book zakochaj się Julio

1 W jednym zdaniu o czym jest książka.

 Książka opisuję historię miłosną pewnej nauczycielki z Krakowa.

2 Jak się ją czytało?

 Była “lekka“, napisana językiem uniwersalnym więc nie miałam z pewnością problemów z rozumieniem treści. Dodatkowo co mogę dodać to fakt, że ma wygodny rozmiar czcionki, przyjemnie się ją czytało. Czasami jak książka jest napisana drobnym makiem to szybko zaczynam odczuwać zmęczenie po przeczytani kilku stron.

3 Co mi się w niej podobało?

 Wątek miłosny. Bardzo lubię czytać historię miłosne. Oczekiwałam, że będzie się ją przyjemnie czytało i tak właśnie było, była idealna na grudniowe wieczory.

4 Co mi się w niej nie podobał?

 Jakoś w połowie zaczęła się ciągnąć. Nic się nie działo, co sprawiało że się trochę przy niej nudziłam i dodatkowo denerwowały mnie pewne zachowania głównej bohaterki.

5 Komu polecam ją przeczytać?

 Napewno osobie, która ma ochotę na relaks z książką i lubi czytać romanse.

6 Moja ocena w skali od 1 do 10.

 Mocne 5.

7 Czy ta książka trafi na półkę ulubieńców

 Niestety nie. Owszem była to przyjemna historia, ale niczym mnie nie powaliła.

Dajcie koniecznie znać czy chcielibyście więcej tego typu postów.

Iza

Moje sposoby na naukę języka angielskiego

Trema, strach czy bariera językowa to terminy znane każdemu, kto uczy się języka obcego. Czy jest się czego wstydzić kiedy nie jesteśmy  pewni czy nasza odpowiedź jest ułożona poprawnie gramatycznie czy może nie pamiętamy  kluczowego słowa? Według mnie raczej nie, chociaż ja osobiście wychodziłam z takiego założenia że lepiej nic nie mówić niż  powiedzieć coś z błędem. Z perspektywy czasu wiem, że była to totalna głupota. Dlaczego? Bo człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach, nikt nie rodzi się idealny i chyba warto zwrócić na to uwagę.

Słowa, które powinny zapaść ci w pamięci to ciężka praca, regularność, cierpliwość  ale przy okazji przyjemność i satysfakcja, bo jaki jest sens zmuszania się do nauki?

Co muszę powiedzieć na wstępie to fakt, że nie ma jednego skutecznego sposobu, który sprawi że nauczysz się angielskiego od razu. Każdy dostosowuje metody nauki do siebie. Ja pokaże wam moje ulubione oraz według mnie najbardziej skuteczne taktyki.

Warto spojrzeć na pewne statystyki dotyczące skuteczności zapamiętywania, one pomogą dobrać najskuteczniejsze sposoby nauki.

Z czego korzystam ja:

1. Memrise i Quizlet

Wzrok, słuch, mówienie, pisanie.

Regularne ćwiczenia na tych aplikacjach rozwiążą Wasze problemy z pisownią, poprawicie wymowę, poszerzycie znajomość słownictwa, a na Memrise dodatkowo posłuchacie jak mówią prawdziwi native speakerzy.

Nie lubię nagrań, które są dołączone do książek. Tak, wiem że na egzaminie faktycznie ćwiczenia ze słuchu są identyczne ale na pewno nie przygotują na rozmowę w prawdziwym życiu. Żaden Amerykanin czy Anglik nie mów bardzo wolno i dokładnie dlatego też bardzo spodobała mi się ta opcja na Memrise, móc zobaczyć jak to wygląda naprawdę.

2. Multikurs

 Gramatyka, utrwalenie wiadomości. 

Jest to strona internetowa, która oferuję pakiety nauki online. Wykupiłam sobie konto na rok. Spodobał mi się system nauczania, wszystkie rozdziały były ułożone tematycznie, w każdym z nich pojawiają się ćwiczenia takie jak pisanie, słuchanie czy nauka nowych słów. Dodatkowo wszelakie materiały można było sobie wydrukować, dzięki temu podstawowy i zaawansowany poziom gramatyki mam wydrukowany na kartkach i zebrany w teczce.

3. Tandem

Rozmowa, pewność siebie, nieświadoma nauka.

Zacznę od tego, że to moja ulubiona aplikacja bo dzięki niej poznałam fantastycznych ludzi z różnych zakątków świata, za każdym razem kiedy z kimś rozmawiam na temat nauki angielskiego to ją polecam.  Według mnie jest to najszybszy sposób, żeby oswoić się z językiem, nikt tam nie czeka żeby wyśmiać twoje braki. Celem jest wspólna nauka, a przy tym poznanie nowych osób.

 4.  Książki w języku angielskim.

Doborowe słownictwo.

Fajny sposób, ale raczej skierowany dla osób bardziej zaawansowanych. Osoba początkująca przeżyłaby męczarnie i podejrzewam, że tylko by się zraziła. Mnóstwo nowych słów i wyrażeń, jeżeli na celu mamy zrozumienie sensu zdania z pewnością dane słówko, którego znaczenie sprawdzamy w tłumaczu zapamiętamy szybciej.

5. Fiszki

Trwała wiedza.

uwielbiam korzystać z fiszek, nie tylko do nauki angielskiego ale również i do innych przedmiotów szkolnych.

Back to School – Haul

Hej! Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę podzielić się z Wami pierwszym postem z serii back to school. Chciałabym pokazać moje szkolne akcesoria, które udało mi się zakupić głównie w dwóch sklepach.

W Tigerze nie miałam zamiaru kupować tego typu rzeczy ale oczywiście jak weszłam do sklepu to nie było mowy, żeby nic nie kupić.

Shopping Tiger

  1. Piórnik. Znalazłam go na dziale kosmetycznym, a jego przeznaczeniem jest (było) bycie kosmetyczką. Stwierdziłam, że kształtem podobny jest do piórnika więc nie krępowałam się i zmieniłam jego zastosowanie. Ma cudowny fuksjowy kolor no i ten słodki pomponik. 3€
  2. Notatnik. Osobiście mam zamiar używać go do robienia fiszek. 1€
  3. Mini zestaw biurowy. Dostałam go na poprawę humoru, na początku stwierdziłam pudełeczko za mało użyteczne ale po dłuższym namyśle wpadłam na pomysł. Czasami w szkole potrzebuje spinacza lub taśmy, w tym mini zestawie znajdziecie nożyczki, spinacz oraz wkłady do niego, różowy zakreślacz, karteczki samoprzylepne oraz taśmę. Wszystko wykonane jest w mini wersji.
  4. Ołówki. Zwykłe, drewniane ołówki kupiłam je z myślą o DIY. 6 zł
  5. Karteczki samoprzylepne. Ich nigdy nie za mało, dlatego zaopatrzyłam się odrazu w trzy paczki. Różowe 1 €, dwa opakowania żółtych 1€

W Biedronce kupiłam najwięcej, mieli bardzo ładne kolekcje oraz normalne ceny. Niestety ale w niektórych sklepach tylko dlatego, że na zeszycie jest ładny kaktus potrafi kosztować 20 zł. Niestety dokładnych cen nie pamiętam, ale myśle że wszystko zamknęło się w 80zł.

  1. Karteczki. Kupiłam ich sporo, bo jak już wcześniej wspomniałam ich nigdy za mało. Mają bardzo ciekawy kształt, wygodny szczególnie do zaznaczania notatek w zeszycie.
  2. Wesołe długopisy. Śliczna budowa długopisu, są bardzo cieniutkie, lekkie więc pisanie nimi to sama przyjemność.
  3. BrushPeny. Kupiłam pierwszy raz tego typu flamastry, szczerze mówiąc dosyć ciężko się nimi pisze. Jest to kwestia wyćwiczenia, mam nadzieję że wkrótce się nauczę ich używać, bo kolory są bardzo ładne i nie mogę się doczekać kiedy zaczną ozdabiać moje notatki.

  1. Długopisy. Bardzo spodobał mi się ich wygląd, więc stwierdziłam że będą wyglądać rewelacyjnie w kompozycjach zdjęciowych.
  2. Długopisy żelowe. Różowy i fioletowy są brokatowe, z pewnością przydadzą się podczas robienia notatek.
  3. Długopisy. Opis identyczny jak w 1.
  4. Klipsy. Kupiłam je z myślą o fiszkach, będzie mi łatwiej utrzymać w nich porządek oraz zachować dobrą organizację.

Największy zakup to plecak- Kanken, już od dawna mi się podobał czekałam tylko na dobrą ofertę. Kupiłam go na stronie About You, według mnie za przyzwoitą cenę ok. 280 zł (cena z 20% rabatem).

Kupiłam oczywiście jeszcze inne rzeczy, ale chciałam pokazać Wam te które są warte uwagi. Mam nadzieję, że post Wam się spodobał! Dajcie znać czy kupiliście podobne przedmioty i czy moje Wam się podobają.