Facebook
Google+
https://iglife.org/2019/05/22/484″>
Twitter
Instagram

PODSUMOWANIE MATUR 2019

Długo czekałam, żeby napisać ten post. Stwierdziłam, że zacznę go pisać dopiero wtedy kiedy będę już po wszystkich egzaminach. Ciężko powiedzieć od czego zacząć, więc może przypomnę z jakich przedmiotów zdawałam, bo wiem że nie wszyscy mnie obserwują od początku. Nie porywałam się na wiele, bo zdawałam tylko dwa rozszerzenia: angielski i matematykę. W wrześniu stwierdziłam, że lepiej przygotować się bardzo dobrze do tych dwóch przedmiotów i zdać je na zadawalający wynik, niż wpisać sobie całą listę rozszerzeń i zadać je słabo.

Zacznę chronologicznie czyli od języka polskiego podstawowego pisemnego.

POLSKI  PODSTAWA (6 MAJ): Poszło mi to tragicznie. Nie uważam, że przesadzam serio pisałam to w jakimś amoku. Część testowa pierwsza nie była bardzo trudna, aczkolwiek pewnie zrobiłam tam sporo błędów, ale jeżeli chodzi o sam tekst to był przyjemny. Niestety drugi już taki nie był, nie wspominam już o teście do niego. Pytania były zawiłe jak dla mnie i niezrozumiałe, czułam się jak dziecko we mgle. Prawda jest taka, że te testy nigdy mi nie szły dobrze, ratowałam się zawsze rozprawką. Pomyślałam, że i tym razem tak będzie. Nie wiem dlaczego ale byłam pewna, że nie dadzą „Dziadów”(żadnej z części). Ten super dramat jest pierwszy na liście nielubianych książek, totalnie tego nie rozumiem. Wracając do rozprawki, temat nie był bardzo trudny, ten fragment chyba też nie, problem pojawił się wtedy kiedy musiałam odwołać się do całości utworu. Mam wrażenie, że napisałam tam totalne głupoty. Jako trzeci argument wybrałam sobie „Ocalony” Tadeusza Różewicza. Generalnie w swojej pracy skupiłam się na przedstawieniu wolności fizycznej i mentalnej. Jeżeli miałabym szacować swój wynik to powiedziałabym, że będę miała około  40%.

MATEMATYKA PODSTAWA (7 MAJ): Czekałam na ten dzień, w poniedziałek po tej porażce powiedziałam sobie, że we wtorek poprawie sobie humor. Tak też się stało, bo arkusz był bardzo przyjemny. Robiłam te zadania z uśmiechem na twarzy. Niestety zdarzyło mi się popełnić kilka błędów, ale myślę że coś w okolicach 90% będę miała.

ANGIELSKI PODSTAWA I ROZSZERZENIE (8 MAJ): Akurat trafiło w moje 20-ste urodziny. Podstawa była w porządku, ale rozszerzenie totalnie zawaliłam. W sumie jak mam być szczera to nie uczyłam się zbyt wiele, można powiedzieć że wcale. Niestety nie jestem najlepsza z gramatyki, w domu do tego nie usiadłam, a w szkole to miałam wrażenie że lepiej ogarniam ten język od mojej nauczycielki, więc lekcje też mi nic nie dawały. Podejrzewam, że z podstawy będę miała około 80%, a z rozszerzenia około 40%.

MATEMATYKA ROZSZERZENIE (9 MAJ): Na ten dzień też długo czkałam. Jak dostałam arkusz to pomyślałam sobie, że nie jest taki trudny. Nie zrobiłam dwóch zadań, ale generalnie jak wyszłam to czułam że mi super poszło. Później była mała załamka bo zrobiłam kilka głupich błędów. Mam nadzieję, że ktoś dobroduszny dostanie moją pracę i nie utnie mi dużo punktów. W głębi duszy liczę na jakieś 70%.

ANGIELSKI USTNY (10 MAJ): Dzień przed minął mi bezstresowo, ale jak byłam już przed salą i jak widziała osoby które wychodziły i całe się trzęsą to zaczęła ogarniać mnie panika. Panie z komisji były bardzo miłe, więc moje zdenerwowanie trochę opadło. Jak wyszłam to nie byłam pewna czy oby na pewno dobrze zrozumiałam pytania, bo niektóre faktycznie były zawiłe. Później już tylko było czekanie na wyniki, wiedziałam że zdam ale na pewno nie na 100%. Byłam mile zaskoczona bo właśnie taki wynik otrzymałam. Fakt faktem jest komunikatywna, bo rozmawiam codziennie w tym języku, wydaje mi się że tylko dzięki temu dostałam taki wynik, a nie inny.

POLSKI USTNY (17 MAJ): Bałam się tego egzaminu najbardziej. Na samą myśl było mi niedobrze. Miałam cały tydzień przerwy, niby coś tam sobie powtarzałam czytałam notatki z zeszytów, ale nic więcej. Tuż przed samym egzaminem myślałam, że się zwymiotuję, serio było tragicznie. Jak wylosowałam numerek tematu i było to „1111”, to powiedziałam do pani z komisji: „Może będzie jakiś fartowny temat”. Jak usiadałam na końcu sali i ta pani niosła mi ten temat czytając go to jej wyraz twarzy mógł jedynie wskazywać, że temat jest trudny. Oczywiście tak też było, bo temat brzmiał następująco: „ Jak autorzy przedstawiają melodyjność i muzyczność w swoich utworach(…)”. Ręce zaczęły mi się trząść, nie mogłam utrzymać długopisu w ręku. Siedząc tam wiedziałam, że muszę coś powiedzieć. Coś tam powiedziałam, mówiłam w miarę ciągle i na temat. Na pytaniach nie wypadłam raczej dobrze. Jak wyszłam to pomyślałam sobie, że mogę nie zdać bo poszło mi fatalnie. Okazało się że miałam najwięcej punktów z moje grupy 28 (czyli 70%). Wynik mógł być wyższy, wiadomo ale patrząc na to jak trudny miałam temat to się bardzo cieszę. Teraz jak sobie o tym myślę to mogę stwierdzić, że miałam ogromną determinacje w sobie, nie wiem czy byłabym w stanie to powtórzyć.

Generalnie patrząc na ten cały stres, który przeżyłam przez ostatnie dwa tygodnie to mogę powiedzieć że bardzo się cieszę z faktu skończenia tej katorgi. Kiedy mówią ci, żebyś się nie stresować to to nie pomaga, a raczej pogarsza sytuacje. Niby to tylko test, ale jak dużo od niego zależy. Jestem ciekawa czy trafnie strzeliłam się z moimi przypuszczeniami co do wyniku.

Leave a Reply

Your email address will not be published.